Rozdział IX
- Oo, to wy?
- No my, a kogo się spodziewałaś? - wypaliła Kaśka
Ja stałam jak wryta, bo Karolina była w koszuli.. tak, Bartmana. Tą chabrową poznam wszędzie.
- W sumie to nikogo, stąd też mój wygląd - zaśmiała się - wchodźcie.
W mieszkaniu panował względny porządek. Zawsze się zastanawiałam, po co jej samej trzypokokowe mieszkanie. Ale jak chciała, tak miała. Zabrała nas do salonu i zaproponowała coś do picia.
- A tak w sumie, co was tu sprowadza? - powiedziała nalewając soku do szklanek.
- To, że księżniczka nie raczyła od wczorajszego wieczoru odebrać telefonu ani się odezwać.
- Ja? No gdzieś zgubiłam telefon, pewnie w torebce i zapomniałam. Przepraszam.
- No a my się o Ciebie martwiłyśmy. - z troską w głosie skwitowała Kasia.
- Oj już, nie gniewajcie się.
- A tak w ogóle chciałam zapytać, czemu zniknęłaś tak nagle?
- Źle się poczułam, więc Zibi mnie przywiózł do domu.
- A ja nie mogłam? - zapytałam wkurzona - Mogłaś chociażby podejść do stolika i nam o tym powiedzieć.
- Byliście zajęci sobą.
- My? To znaczy kto?
- No i ty i Kaśka, i chłopaki.
- No proszę Cię, Karola. Rozmawialiśmy tylko. Tak trudno było się odezwać albo napisać sms?
- Najwidoczniej.. - dodała wkurzona Kasia.
- Ej no, dziewczyny proszę was. Nie róbcie mi problemów. Dzisiaj przyjeżdża Sebastian i nie mam ochoty się denerwować. Robicie coś z niczego.
- Przypomniał sobie łaskawie o swojej dziewczynie? Miło. To nie wiem jak ona - wskazałam palcem na moją towarzyszkę - Ale ja Ci nie będę przeszkadzać. - wstałam, zabrałam swoje rzeczy i poszłam do drzwi.
Katarzyna zrobiła to samo i obie wyszłyśmy wkurzone z domu Karoliny. Wsiadłyśmy do auta i w ciszy odjechałyśmy.
- Nie wiem co się jej stało. Nigdy taka nie była. - zaczęła Kaśka
- Nie wnikam. Wkurzyła mnie, no jak tak można, no. Przyjaźnimy się już tyle lat i nigdy niczego takiego nam nie odwaliła.
- Myśli, że jak się przespała z Bartmanem, to może wszystko - krzyknęła Kasia
- Coooo?! - o mało co nie wjechałam w drzewo przy drodze.
- Ej, spokojnie. Takie jest moje przypuszczenie. Nie zauważyłaś, że była w jego koszuli? On wczoraj do klubu wrócił tylko w koszulce. Myśleliśmy, że zostawił ją w szatni, ale najwyraźniej została u kochanki.
- Trudno było nie zauważyć. Ej, jak mogłaby się z nim przespać? Przecież Sebastian przyjeżdza, a ona z nim dalej jest.
- Może kolejna, która się zmieniła wczoraj.
- Nawet mnie nie dobijaj. Mimo, że tyle czasu go nie widziałam, to kiedyś był moim przyjacielem i byłoby mi go szkoda.
- No troszkę. Moim dobrym znajomym, którego zawsze wkurzałam i irytowałam. - zaśmiała się. - Tak, to były cudne czasy.
- Potwierdzam. Dobra, gdzie Cię w sumie odwieźć?
- Jeśli możesz to na halę, odwiedzę Piotrka, a potem pojadę z nim do mnie do domu.
- Już chcecie razem zamieszkać?
- Nie, no co ty. Pojedziemy do mnie na kolację, a potem on wraca do siebie, bo przecież niedługo mecz.
- A no, zapomniałam. Kolacja przy świecach o 16? - zaśmiałam się.
- Nie głupolu, pojedziemy i może jakiś film obejrzymy, albo pogadamy.
- Dobra dobra, ty już mi tu kitu nie wciskaj.
- A idź ty. Ty tylko o jednym.
- Ja? A kto wypalił o nocy Bartmana z Karoliną?
- Oj tam, cicho.
- Haha, okej. Proszę, dowieziona pod halę cała i zdrowa. Pozdrów Pita i baw się dobrze.
- No, dziękuję. Odezwę się jutro, na razie - wysiadła z auta i mi pomachała.
Popatrzyłam na zegarek, była dopiero 14. Stwierdziłam, że w sumie mogę już wracać do domu. Zajechałam tylko do MC po szybki obiad i mogłam ruszać. Niecałe pół godziny później byłam pod moim pięknym, białym budynkiem mieszkalnym. Weszłam do domu, otwierając sobie drzwi kluczem. Poczułam zapach naleśników, który dobiegał z kuchni. Poszłam więc w tamtą stronę, gdzie mama kończyła smażyć ostatniego placka.
- Oo, księżna zawitała w nasze skromne progi, witam witam.
- A zawitałam, przywiódł mnie zapach naleśników - odpowiedziałam skubiąc kawałek.
- Aż tak śmierdzi? - zaśmiała się mama i dostałam po łapach.
- Pachnie. Wiesz ile mam Ci do opowiedzenia?
Nie mogłam się powstrzymać od zjedzenia kilku placków razem z całą rodziną. Usiadłam więc z nimi do stołu i opowiedziałam wszystko co się wczoraj działo.
- Ej, właśnie! Skąd ty znasz tego całego Adama, od którego odbierałam bilety? - zapytałam Dagi
- Moja słodka tajemnica. Ale przynajmniej mamy bilety!
- No mamy, mamy. I tak Ci nie odpuszczę i mi powiesz. A kto jest jego słynym kuzynem?
- Nowakowski, nie mówiłam Ci?
- Nie. Ale fajnie!
- No ba. Kogo zabierasz na mecz?
- Serio masz tylko jedno wolne miejsce?
- No niestety.
- To chyba Kasię.
- O, trafny wybór. Kaśkę od zawsze lubiłam.
- Miło. A ty kogo zabierasz?
- Zobaczysz w niedzielę - uśmiechnęła się.
Rozmowę przerwał dźwięk mojego telefonu. Wstałam po niego i spojrzalam na ekran. Były dwie wiadomości i jedno nieodebrane połączenie. Wszystko z jednego numeru, z tego nieznanego. Otworzyłam pierwszą z nich " Będziesz? Czekam" i drugą " Jednak nie przyjdziesz? Szkoda, bo chciałem Ci coś powiedzieć". Odpisałam " Nadal nie wiem kim jesteś. Mogę się tylko znów domyślić, że to ty Zbyszek, a nie mam ochoty z Tobą rozmawiać. Przestań mnie napastować i daj sobie spokój!" Rzuciłam telefonem na łóżko i wróciłam do stołu. Dopiłam mój sok pomarańczowy i stwierdziłam, że pójdę do siebie. Włączyłam laptopa i pomyślałam, że fajnie byłoby wyprowadzić się od rodziców i się usamodzielnić. Zaczęłam szukać jakiejś pracy. Wyświetliłam pierwszą stronę z ogłoszeniami i przejrzałam kilka z nich. Jedno wydało mi się całkiem sensowne : " Praca w studiu fotograficznym na rynku. Płaca zależna od ilości wypracowanych godzin. Więcej informacji dostępnych pod telefonem..." Od zawsze pasjonowałam się fotografią, więc w sumie czemu nie? Postanowiłam zadzwonić i dowiedzieć się czegoś o tym. Porozmawiałam chwilę z miłym panem i umówiłam się na rozmowę kwalifikacyjną na poniedziałek. Kazał mi zrobić kilka portretów i przynieść wywołane ze sobą. Podziękowałam i się wyłączyłam. Postanowiłam do czasu, kiedy nie będę miała pewności, czy dostanę tę pracę, nic nie mówić rodzinie. Zapisałam sobie przypomnienie w telefonie i zaczęłam szperać po innych stronach z ogłoszeniami. Znalazłam też fajne mieszkanie blisko centrum. 2 duże pokoje w apartamentowcu na drugim piętrze. Przestronne, jasne wnętrze, duża kuchnia i łazienka. Idealne dla mnie. Cena tak właściwie nie była wygórowana - 190 000 zł. Pomyślałam, że od urodzenia babcia i rodzice gromadzą mi pieniądze na książeczce, czasem nawet kilka tysięcy miesięcznie, w zależności od wypłaty babci i rodziców. Uzbierało się na pewno z ponad 200 000 więc pierwsze samodzielne kroki będą. Zadzwoniłam pod podany numer i popytałam o kilka rzeczy. Pani zależy na szybkiej sprzedaży dlatego może opuścić do 185 000 zł. Powiedziałam, żeby przytrzymała ofertę dla mnie do jutra, wtedy dam jej znać. Postanowiłam zejść na dół i pogadać z rodzicami. Usiedliśmy w salonie i długo gadaliśmy. Na początku byli przeciwni, ale w końcu pozwolili mi. Zastrzegli tylko, że pojadą ze mną je obejrzeć i podjąć decyzję. Miałam 24 lata, więc należało mi się trochę samodzielności. Podekscytowana wróciłam na górę i napisałam sms do Kasi " Przeprowadzam się do centrum, kupuję mieszkanie, będę samodzielna! Aaaaaa! Buziaki!". Chciałam wysłać identyczną wiadomość do Karoliny, ale powstrzymałam się i ostatecznie tą treść przesłałam Justynie. Chwilę później dostałam od obu odpowiedzi - " Nawet nie wiesz jak się cieszę! Jutro musisz mi wszystko koniecznie opowiedzieć! Buziaki" i " Gratuluję, już wiesz jak mogłam tak szybko podjąć decyzję. Musisz mi je koniecznie pokazać. Do zobaczenia w niedzielę." Odłożyłam telefon na bok i wzięłam się za książkę - Biografię Anastasiego . Kupiłam ją sobie kilka dni temu, ale nie miałam zbytnio czasu się za nią zabrać. Teraz wreszcie w spokoju mogłam poczytać. Koło 20 zjadłam kolację, poszłam się umyć i po 21 byłam już w łóżku. Założyłam słuchawki i włączyłam sobie "Nieodporny Rozum" - Eweliny Lisowskiej. Słowa pasowały do mnie idealnie - " Namieszałeś w mojej głowie, jednym gestem, jednym słowem.." pomyślałam. W tym samym czasie dostałam sms - " Wyjrzyj jak za starych czasów za okno" z kolejnego nieznanego mi numeru. Coś mnie podkusiło i to uczyniłam. Podeszłam, otworzyłam roletę i zerknęłam w stronę ogrodu. Stał tam Sebastian z wiązanką kwiatów. Na sam jego widok, pomimo mojej złości na niego, uśmiechnęłam się. Pokazałam mu gest zapraszający i sama zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi, a Sebastian mocno mnie przytulił. Mama zapytała z salonu tylko kto przyszedł, odpowiedziałam jej, że znajomy i zabrałam go do siebie na górę. Wręczył mi bukiet, który trzymał w rękach. Wsadziłam go do wazonu, który miałam w pokoju, nalałam wody i postawiłam na biurku. Wygodnie rozsiadłam się obok niego na moim łóżku i zapytałam o cel jego wizyty.
- Wiesz, ostatnio Cię zaniedbałem bardzo, za co Cię naprawdę przepraszam. Nie miałem na nic czasu.
- Tyle zauważyłam, że nie masz dla mnie czasu.
- Nie tylko dla Ciebie, dla wszystkich. Miałem non stop koncerty, wyjazdy, spotkania. Nie dawałem rady. Jeśli ktoś się do mnie odzywał, to odpisywałem, a poza tym sam z nikim nie zaczynałem rozmowy.
- Super, bardzo się cieszę, jeszcze coś masz na swoje wytłumaczenie?
- Serio. Przepraszam Cię. Wyrwałem się na tydzień z Poznania do Rzeszowa. Jak dostałem to wolne to od razu pomyślałem o Tobie, Kasi i Karolinie. Co do tej ostatniej.. Brak mi słów..
- To znaczy?
- Rozstaliśmy się dzisiaj, przed chwilą. Stwierdziła, że mnie nie kocha.
- Coooo?
- No to co słyszysz..
- Nie wierzę..
- To uwierz.
czwartek, 3 stycznia 2013
środa, 2 stycznia 2013
Czas Plebiscytów
A kto Waszym zdaniem zasługuje na miano najlepszej siatkarki lub najlepszego siatkarza 2012 roku? :)
Trzej siatkarze PGE Skry Bełchatów kandydują do miana Sportowca Roku 2012 w regionie łódzkim, tradycyjnie organizowaną przez redakcję "Dziennika Łódzkiego". O miano najlepszego sportowca w województwie łódzkim rywalizują Aleksandar Atanasijević, Michał Winiarski i Mariusz Wlazły.
W ostatnich latach siatkarze PGE Skry zdominowali plebiscyt największej gazety w regionie łódzkim. Czterokrotnie najlepszym sportowcem województwa był Mariusz Wlazły, a po jednym razie plebiscyt wygrali Robert Prygiel, Michał Bąkiewicz i Bartosz Kurek, który przed rokiem wyraźnie zwyciężył. Ten ostatni jest również na liście kandydatów "Przeglądu Sportowego" w Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Polski.
Mając tak wspaniałych kibiców, siatkarze PGE Skry mogą pewnie liczyć na kolejne triumfy. Więcej szczegółow można dowiedzieć się na stronie internetowej PGE Skry.
Trzej siatkarze PGE Skry Bełchatów kandydują do miana Sportowca Roku 2012 w regionie łódzkim, tradycyjnie organizowaną przez redakcję "Dziennika Łódzkiego". O miano najlepszego sportowca w województwie łódzkim rywalizują Aleksandar Atanasijević, Michał Winiarski i Mariusz Wlazły.
W ostatnich latach siatkarze PGE Skry zdominowali plebiscyt największej gazety w regionie łódzkim. Czterokrotnie najlepszym sportowcem województwa był Mariusz Wlazły, a po jednym razie plebiscyt wygrali Robert Prygiel, Michał Bąkiewicz i Bartosz Kurek, który przed rokiem wyraźnie zwyciężył. Ten ostatni jest również na liście kandydatów "Przeglądu Sportowego" w Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Polski.
Mając tak wspaniałych kibiców, siatkarze PGE Skry mogą pewnie liczyć na kolejne triumfy. Więcej szczegółow można dowiedzieć się na stronie internetowej PGE Skry.
Urodzinki.! :D
Dziś swoje 26 urodziny obchodzi Konstantin Cupković, serbski przyjmujący PGE Skry Bełchatów! W imieniu klubu życzymy mu przede wszystkim zdrowia, spełnienia sportowych marzeń i uśmiechu każdego dnia! - mówią reprezentanci SKRY ♥
A ja do tych zyczeń także się wliczam.!!
100 lat przystojniaku!! :)
A ja do tych zyczeń także się wliczam.!!
100 lat przystojniaku!! :)
____________________________________________________________
Dominik Witczak również obchodzi dziś swoje 27 urodziny! Spełnieinia marzeń, zawodowych jak i tych prywatnych!
100 Lat.!!! :D
wtorek, 1 stycznia 2013
Kolejny Rozdział. :D
Rozdział VIII
Mój budzik zadzwonił o 9. Otworzyłam oczy, przeciągnęłam się i dobrze nastrojona przez "Ona tańczy dla mnie" podeszłam do okna. Na dworze było dość zimno, na szczęście białe płatki jeszcze się nie pojawiły. Obróciłam się i podeszłam do szafki obok łóżka. Z torby wyjęłam miętowe rurki i biały sweterek oraz bieliznę. Ubrałam się i postanowiłam zejść na śniadanie. Zabrałam telefon, zamknęłam drzwi i poszłam w stronę windy. Nacisnęłam przycisk i chwilkę poczekałam, po czym wsiadłam i zjechałam na parter. Wysiadłam i przeszłam koło recepcji, gdzie był ten sam miły pan co wczoraj wieczorem. Przywitał się i zapytał czy podobał się pokój i jak minęła noc. Odpowiedziałam, że dobrze i poprosiłam o wskazanie restauracji. Powiedział, że trzeba przejść do końca korytarza i w lewo. Podziękowałam i udałam się na śniadanie. Usiadłam w rogu sporego pomieszczenia. Kelner podał mi kartę i odszedł. Przejrzałam i zdecydowałam się na tosty francuskie i kakao, jak za starych, dobrych czasów. Jak chodziłam do podstawówki, mama codziennie rano mi takie robiła. Złożyłam zamówienie i sięgnęłam po gazetę, która leżała obok. Chwilę później zobaczyłam, że zaraz obok siedzi Justyna. Podeszłam się przywitać. Siedziała z jakimś chłopakiem, skądś go znałam. Zapytałam, czy mogę się dosiąść, a ona wskazała mi ręką krzesło obok niej.
- A co ty tutaj robisz tak właściwie? Czemu nie w domu?
- To samo pytanie mogę zadać Tobie - uśmiechnęła się.
- Ja wróciłam późno z imprezy, więc nie chciałam się pchać do domu.
- A ja się wyprowadziłam od siebie i przeprowadzam się z nim do Bełchatowa - szczęśliwa wskazała na mężczyznę obok - przenoszę się dopiero od poniedziałku, ale już się znalazła osoba, która chciała wynająć mój domek.
- Wyprowadzasz się i nic mi nie powiedziałaś? - udawałam obrażoną, a w tym czasie kelner przyniósł moje jedzenie.
- Z Karolem podjęliśmy taką decyzję jakiś tydzień temu, a nie gadałyśmy ze sobą od kilku miesiący.
- Wczoraj rozmawiałyśmy!
- Oj tam, zapomniałam zwyczajnie.
- Dzięki.. A może przedstawisz mi swojego ukochanego?
- Fanka siatkówki i nie wie kto to?
- Szczerze, to kojarzę, ale nie umiem przyporządkować.
- Karol - podał rękę - Kłos, dla ścisłości, Bełchatów się kłania.
- O jeju, serio? Faktycznie! Tak mi wstyd, że Cię nie rozpoznałam, przepraszam! Kinga - uścisnęłam dłoń siatkarza. - to od kiedy ze sobą jesteście?
- Od jakiś dwóch miesięcy, Karol zaproponował, żebym się do niego przeprowadziła. I tak mnie w sumie tu nic nie trzyma.
- No ładnie, ładnie.. To gratuluję z całego serca. A na Ciebie świnio - wskazałam palcem na Justynę - obrażam się, że przez tyle czasu nic się nie odzywałaś.
- Wybaczysz jej, jak Cię do nas zaproszę? I zabiorę na trening pszczółek? - zapytał Karol, robiąc przy tym minę kota ze Shreka.
- Zastanowię się - zaśmiałam się i wzięłam ostatni łyk swojego kakao. - Muszę się zbierać. Zadzwoń albo napisz któregoś dnia, to pogadamy. Na razie, papa.
Przytuliłam ich i wyszłam z restauracji. Poszłam do swojego pokoju i zabrałam rzeczy. W recepcji zapłaciłam i wyszłam z hotelu. Wsiadając do auta usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Wyjęłam go z torebki i odebrałam.
- No hej, jak minęła nocka? - Kaśka zapytała podekscytowana - bo moja cudownie.
- A całkiem spokojnie, odpoczęłam sobie. Cudownie, w sensie, że?
- W sensie, że Piotrek zaprosił mnie do siebie na noc.
- Chcesz mi powiedzieć, że..
- Nie, głupia, aż tak się nie zmieniłam. Nic poza przytalaniem i całowaniem nie było. Spaliśmy na osobnych łóżkach.
- Eeeej, a już myślałam, że dołączyłaś do naszego zacnego grona.. I jak tam w ogóle?
- No genialnie, chyba się w nim zakochałam, a on we mnie. Aaaaaaa!
- Jaaa, no to nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa. Czyli para?
- Prawie, jeszcze o tym nie gadaliśmy.
- No to gadajcie. Ja się właśnie zbieram do domu, już w aucie siedzę.
- No to poczekaj, jedź do galerii, spotkamy się tam za pół godziny, to pójdziemy na kawę.
- Hmm. No w sumie , czemu nie. To za 30 minut się widzimy. Na razie!
- Papa.
Wyłączyłam się i zadzwoniłam do mamy. Powiedzialam, że wrócę wieczorem. Już chciałam odpalać silnik, ale dostałam sms. Numer nieznany mi. O treści : " Chcę pogadać, spotkamy się na obiedzie?" Odpisałam " A kim jesteś i o czym chcesz rozmawiać?" Rzuciłam telefon na fotel pasażera, włączyłam radio, w którym aktualnie leciało "Tak blisko" - Rafała Brzozowskiego i w tym rytmie ruszyłam do galerii. Kilka minut później byłam na miejscu, zabrałam telefon i torebkę i poszłam do kawiarni. W międzyczasie spojrzałam na ekran komórki i odczytałam kolejną wiadomość, o treści " o 15 w Bohemie, tam się wszystkiego dowiesz" na którą odpisałam " Zbyszek, jeśli to ty, to nie warto. Nie przyjdę. Idź trenować." I schowałam telefon do kieszeni. Usiadłam w mojej ulubionej kawiarence i czekałam na przyjście Kasi. 5 minut później pojawiła się razem z Piotrkiem, trzymając go za rękę. Uśmiechnęłam się i zapytałam
- Znaczy, że mam gratulować?
- No jeśli musisz - Pit się zaśmiał, a ja mocno ich przytuliłam i szepnęłam Kasi, że się cieszę.
- No to jak, może zamiast kawy, to szampana?
- A ty przypadkiem nie autem?
- A no niestety. To musimy to kiedy indziej opić.
- Może w niedzielę, po meczu?
- Jasne, ja chętnie. Może w dodatku podłączymy pod to sukces na meczu Resoviaków?
- Oj chciałbym, ale nie będzie tak łatwo. Ale ogólnie ja też chętnie.
- No to jesteśmy umówieni.
- Jak tam Zbyszek?
- Zibi? A jak ma być? Nijak. Nie odezwał się, nawet nie mam jego numeru ani on mojego. Więc jest fajnie.
- Serio? Hmm, no to trochę szkoda, bo wyglądał wczoraj jakby był w Tobie zakochany - Kasia się uśmiechnęła.
- Wyglądał, czy nie wyglądał, mniejsza z tym. Ja tam na niego zlewam.
- Na Zbyszka? No co ty. Nie lecisz na niego jak wszystkie? - zapytał ze zdziwieniem Piotrek
- Nie, zupełnie nie. Chłopak jak każdy inny.
- No, no. Widzę że nie tylko ja się przez jeden wieczór zmienilam.
- Jak widać. Chociaż czekajcie, przysłał mi ktoś sms, możliwe, że to on. Ale mi się nie chce z nim widzieć.
- Dlaczego?
- No bo nie chcę, po co? Nie chcę być teraz z nikim w związku, a on sobie coś może pomyśleć.
- A co napisał dokładnie?
- Masz, przeczytaj - podałam jej telefon. Piotrek nachylił się i czytał razem z Kasią.
- Może faktycznie to nie Zibi? Albo ogólnie powinnaś się spotkać?
- A kto inny?
- Ty wiesz kto..
- Niee.. Myślisz?
- Jest to możliwe..
- Ale on? Który sobie wyjechał tak daleko, nie odzywał się tyle czasu i nagle miałby się odezwać?
- Może sobie przypomniał.
- Nie wiem..
- To idź się spotkaj, inaczej się nie przekonasz.
- Dobra, nie wiem, nie ważne. Masz jakieś wieści od Karoliny?
- Wczoraj tylko Zibi przekazał, że odwiózł ją do domu taksówką i tyle. - wtrącił Pit
- Do mnie się nie odezwała. Trzeba może ją nawiedzić, to się dowiemy czegoś.
- No w sumie możemy jechać. Piotrek, jedziesz z nami?
- Za godzinę mam trening, to pojadę już na halę. Mogę Was podrzucić do niej.
- Nie, nie trzeba. Ja mam auto, to zabiorę Kasię - uśmiechnęłam się.
- No jak chcecie.
- Dobra kochanie, to my lecimy - namiętnie go pocałowała
- No no, chodź już - zaśmiałam się i pociągnęłam ją za rękę - na razie !
- Odezwę się później, pa kochanie!
Wyszłyśmy z galerii i wsiadłyśmy do peugeota. Rozmawiając ruszyłyśmy w stronę domu Karoli. Kilka minut później dotarłyśmy do niej. Wysiadłyśmy, poszłyśmy w stronę mieszkania i zadzwoniłyśmy dzwonkiem. Chwilę później drzwi otworzyła nam Karolina w męskiej koszuli..
Mój budzik zadzwonił o 9. Otworzyłam oczy, przeciągnęłam się i dobrze nastrojona przez "Ona tańczy dla mnie" podeszłam do okna. Na dworze było dość zimno, na szczęście białe płatki jeszcze się nie pojawiły. Obróciłam się i podeszłam do szafki obok łóżka. Z torby wyjęłam miętowe rurki i biały sweterek oraz bieliznę. Ubrałam się i postanowiłam zejść na śniadanie. Zabrałam telefon, zamknęłam drzwi i poszłam w stronę windy. Nacisnęłam przycisk i chwilkę poczekałam, po czym wsiadłam i zjechałam na parter. Wysiadłam i przeszłam koło recepcji, gdzie był ten sam miły pan co wczoraj wieczorem. Przywitał się i zapytał czy podobał się pokój i jak minęła noc. Odpowiedziałam, że dobrze i poprosiłam o wskazanie restauracji. Powiedział, że trzeba przejść do końca korytarza i w lewo. Podziękowałam i udałam się na śniadanie. Usiadłam w rogu sporego pomieszczenia. Kelner podał mi kartę i odszedł. Przejrzałam i zdecydowałam się na tosty francuskie i kakao, jak za starych, dobrych czasów. Jak chodziłam do podstawówki, mama codziennie rano mi takie robiła. Złożyłam zamówienie i sięgnęłam po gazetę, która leżała obok. Chwilę później zobaczyłam, że zaraz obok siedzi Justyna. Podeszłam się przywitać. Siedziała z jakimś chłopakiem, skądś go znałam. Zapytałam, czy mogę się dosiąść, a ona wskazała mi ręką krzesło obok niej.
- A co ty tutaj robisz tak właściwie? Czemu nie w domu?
- To samo pytanie mogę zadać Tobie - uśmiechnęła się.
- Ja wróciłam późno z imprezy, więc nie chciałam się pchać do domu.
- A ja się wyprowadziłam od siebie i przeprowadzam się z nim do Bełchatowa - szczęśliwa wskazała na mężczyznę obok - przenoszę się dopiero od poniedziałku, ale już się znalazła osoba, która chciała wynająć mój domek.
- Wyprowadzasz się i nic mi nie powiedziałaś? - udawałam obrażoną, a w tym czasie kelner przyniósł moje jedzenie.
- Z Karolem podjęliśmy taką decyzję jakiś tydzień temu, a nie gadałyśmy ze sobą od kilku miesiący.
- Wczoraj rozmawiałyśmy!
- Oj tam, zapomniałam zwyczajnie.
- Dzięki.. A może przedstawisz mi swojego ukochanego?
- Fanka siatkówki i nie wie kto to?
- Szczerze, to kojarzę, ale nie umiem przyporządkować.
- Karol - podał rękę - Kłos, dla ścisłości, Bełchatów się kłania.
- O jeju, serio? Faktycznie! Tak mi wstyd, że Cię nie rozpoznałam, przepraszam! Kinga - uścisnęłam dłoń siatkarza. - to od kiedy ze sobą jesteście?
- Od jakiś dwóch miesięcy, Karol zaproponował, żebym się do niego przeprowadziła. I tak mnie w sumie tu nic nie trzyma.
- No ładnie, ładnie.. To gratuluję z całego serca. A na Ciebie świnio - wskazałam palcem na Justynę - obrażam się, że przez tyle czasu nic się nie odzywałaś.
- Wybaczysz jej, jak Cię do nas zaproszę? I zabiorę na trening pszczółek? - zapytał Karol, robiąc przy tym minę kota ze Shreka.
- Zastanowię się - zaśmiałam się i wzięłam ostatni łyk swojego kakao. - Muszę się zbierać. Zadzwoń albo napisz któregoś dnia, to pogadamy. Na razie, papa.
Przytuliłam ich i wyszłam z restauracji. Poszłam do swojego pokoju i zabrałam rzeczy. W recepcji zapłaciłam i wyszłam z hotelu. Wsiadając do auta usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Wyjęłam go z torebki i odebrałam.
- No hej, jak minęła nocka? - Kaśka zapytała podekscytowana - bo moja cudownie.
- A całkiem spokojnie, odpoczęłam sobie. Cudownie, w sensie, że?
- W sensie, że Piotrek zaprosił mnie do siebie na noc.
- Chcesz mi powiedzieć, że..
- Nie, głupia, aż tak się nie zmieniłam. Nic poza przytalaniem i całowaniem nie było. Spaliśmy na osobnych łóżkach.
- Eeeej, a już myślałam, że dołączyłaś do naszego zacnego grona.. I jak tam w ogóle?
- No genialnie, chyba się w nim zakochałam, a on we mnie. Aaaaaaa!
- Jaaa, no to nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa. Czyli para?
- Prawie, jeszcze o tym nie gadaliśmy.
- No to gadajcie. Ja się właśnie zbieram do domu, już w aucie siedzę.
- No to poczekaj, jedź do galerii, spotkamy się tam za pół godziny, to pójdziemy na kawę.
- Hmm. No w sumie , czemu nie. To za 30 minut się widzimy. Na razie!
- Papa.
Wyłączyłam się i zadzwoniłam do mamy. Powiedzialam, że wrócę wieczorem. Już chciałam odpalać silnik, ale dostałam sms. Numer nieznany mi. O treści : " Chcę pogadać, spotkamy się na obiedzie?" Odpisałam " A kim jesteś i o czym chcesz rozmawiać?" Rzuciłam telefon na fotel pasażera, włączyłam radio, w którym aktualnie leciało "Tak blisko" - Rafała Brzozowskiego i w tym rytmie ruszyłam do galerii. Kilka minut później byłam na miejscu, zabrałam telefon i torebkę i poszłam do kawiarni. W międzyczasie spojrzałam na ekran komórki i odczytałam kolejną wiadomość, o treści " o 15 w Bohemie, tam się wszystkiego dowiesz" na którą odpisałam " Zbyszek, jeśli to ty, to nie warto. Nie przyjdę. Idź trenować." I schowałam telefon do kieszeni. Usiadłam w mojej ulubionej kawiarence i czekałam na przyjście Kasi. 5 minut później pojawiła się razem z Piotrkiem, trzymając go za rękę. Uśmiechnęłam się i zapytałam
- Znaczy, że mam gratulować?
- No jeśli musisz - Pit się zaśmiał, a ja mocno ich przytuliłam i szepnęłam Kasi, że się cieszę.
- No to jak, może zamiast kawy, to szampana?
- A ty przypadkiem nie autem?
- A no niestety. To musimy to kiedy indziej opić.
- Może w niedzielę, po meczu?
- Jasne, ja chętnie. Może w dodatku podłączymy pod to sukces na meczu Resoviaków?
- Oj chciałbym, ale nie będzie tak łatwo. Ale ogólnie ja też chętnie.
- No to jesteśmy umówieni.
- Jak tam Zbyszek?
- Zibi? A jak ma być? Nijak. Nie odezwał się, nawet nie mam jego numeru ani on mojego. Więc jest fajnie.
- Serio? Hmm, no to trochę szkoda, bo wyglądał wczoraj jakby był w Tobie zakochany - Kasia się uśmiechnęła.
- Wyglądał, czy nie wyglądał, mniejsza z tym. Ja tam na niego zlewam.
- Na Zbyszka? No co ty. Nie lecisz na niego jak wszystkie? - zapytał ze zdziwieniem Piotrek
- Nie, zupełnie nie. Chłopak jak każdy inny.
- No, no. Widzę że nie tylko ja się przez jeden wieczór zmienilam.
- Jak widać. Chociaż czekajcie, przysłał mi ktoś sms, możliwe, że to on. Ale mi się nie chce z nim widzieć.
- Dlaczego?
- No bo nie chcę, po co? Nie chcę być teraz z nikim w związku, a on sobie coś może pomyśleć.
- A co napisał dokładnie?
- Masz, przeczytaj - podałam jej telefon. Piotrek nachylił się i czytał razem z Kasią.
- Może faktycznie to nie Zibi? Albo ogólnie powinnaś się spotkać?
- A kto inny?
- Ty wiesz kto..
- Niee.. Myślisz?
- Jest to możliwe..
- Ale on? Który sobie wyjechał tak daleko, nie odzywał się tyle czasu i nagle miałby się odezwać?
- Może sobie przypomniał.
- Nie wiem..
- To idź się spotkaj, inaczej się nie przekonasz.
- Dobra, nie wiem, nie ważne. Masz jakieś wieści od Karoliny?
- Wczoraj tylko Zibi przekazał, że odwiózł ją do domu taksówką i tyle. - wtrącił Pit
- Do mnie się nie odezwała. Trzeba może ją nawiedzić, to się dowiemy czegoś.
- No w sumie możemy jechać. Piotrek, jedziesz z nami?
- Za godzinę mam trening, to pojadę już na halę. Mogę Was podrzucić do niej.
- Nie, nie trzeba. Ja mam auto, to zabiorę Kasię - uśmiechnęłam się.
- No jak chcecie.
- Dobra kochanie, to my lecimy - namiętnie go pocałowała
- No no, chodź już - zaśmiałam się i pociągnęłam ją za rękę - na razie !
- Odezwę się później, pa kochanie!
Wyszłyśmy z galerii i wsiadłyśmy do peugeota. Rozmawiając ruszyłyśmy w stronę domu Karoli. Kilka minut później dotarłyśmy do niej. Wysiadłyśmy, poszłyśmy w stronę mieszkania i zadzwoniłyśmy dzwonkiem. Chwilę później drzwi otworzyła nam Karolina w męskiej koszuli..
Opowiadanie nr 7
Rozdział VII
- Nie wiem, czy ja Ci się podobam, ale ty mi bardzo. Nie chcę być nie fair wobec Piotrka, ale on nawet nie umiał odwzajemnić przytulenia. Nie zaprosił Cię do tańca, a niech żałuje, bo jesteś świetną partnerką - zaśmiał się.
Nie wiedziałam co mam myśleć. On, taki znany siatkarz, którego chciałaby połowa Polek mówi mi takie coś, byłam kompletnie zdezorientowana. Została też myśl o Piotrku, który ogólnie wydaje się być fajnym facetem. W dodatku, tak naprawdę żadnego z nich nie znałam. Tyle co z TV, wywiadów czy meczy. Cały czas nie mogłam z siebie wykrztusić słowa. Zbyszek prowadził bardzo dobrze, był świetnym tancerzem. Cały czas mocno mnie trzymał, bał się chyba, żebym nie uciekła. Chwilę później, kiedy piosenka się kończyła, Zibi znów nachylił się nad moim uchem i powiedział, że chyba się we mnie zakochał.. Utwór skończył się w idealnym momencie, bo znów nie wiedziałam co mam robić. Uciekłam z parkietu, a Zbyszek pobiegł za mną. Podeszliśmy do stolika, przy którym siedzieli całujący się Piotrek z Kasią, a Karolina gadała z Lotmanem. Byliśmy dość zszokowani. Zabrałam na chwilę Kaśkę do toalety i zapytałam o co chodzi.
- Ty się świetnie bawiłaś z Zibim, a my co mieliśmy robić?
- W ciągu 15 minut ?
- No i? I tak go nie chcesz.
- A kto tak powiedział?
- A może chcesz?
- Kasia, ogarnij się, to ty zawsze byłaś taka rozważna. A poza tym, jak miałam go chcieć bądź nie, skoro gadałam z nim tylko chwilę po południu?
- Jak widać się zmieniłam. Ale oporów do Zbyszka nie miałaś?
- Jakich oporów, Kasia?
- Widzieliśmy jak Cię macał, a ty jego.
- Coo? No proszę Cię.
- No to. Piotrek wziął drinka i zaczęliśmy gadać, patrzeliśmy na roześmianych was w takcie tańca. Potem zapytał, czy ma u Ciebie szanse, odpowiedziałam, że nie mam pojęcia a on powiedział, że mu się podobam i czy może mnie pocałować, tyle.
- Może i by miał, ale wy bardziej do siebie pasujecie - uśmiechnęłam się.
- Serio?
- Nooo. Czyli co, od dzisiaj masz parę, czy to przejściowe?
- Pożyjemy, zobaczymy. - uśmiechnęła się i wyszłyśmy z łazienki.
Wróciłyśmy do stolika. Zibi popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, ale ja się odwróciłam i usiadłam koło Karoliny i Paula. Oni nie wyglądali przynajmniej na takich, którzy są szaleńczo zakochani, a jedynie fajnie im się rozmawiało. Przy okazji słyszałam, że angielszczyzna Karoli się polepszyła. Włączyłam się w rozmowę i chwilę pokonwersowałam z Lotmanem, o dziwo idealnie się zrozumieliśmy, a ja nigdy nie mówiłam tak płynnie w obcym języku. Po chwili porwałam go na parkiet i świetnie się bawiliśmy. Zaraz obok nas zobaczyłam Karolę ze Zbyszkiem i Kasię z Piotrkiem. Wszyscy byli genialnymi tancerzami. W trakcie następnej piosenki był "odbijany" i wszystkie zamieniłyśmy się partnerami - ja poszłam do Pita, Kaśka do Zibiego, a Karola zabrała Paula. Piotr na początku był spięty i nawet się nie uśmiechnął, ale jak zobaczyliśmy tańczącego Grześka z jakąś kobietą, nie mogliśmy się opanować ze śmiechu. Zmęczyliśmy się, więc zeszliśmy do stolika. Wzięłam łyk swojego bezalkoholowego drinka i zapytałam :
- To prawda, że Ci się podobam?
- No tak.. Ale widać, że wolisz Zbyszka, więc nie wtrącam się.
- Przestań, poznałam go tak samo jak Ciebie. Właściwie, to żadnego z was jeszcze nie znam, dlatego tutaj z Tobą usiadłam. Chcę się czegoś o Tobie dowiedzieć. Nie będę Ci przeszkadzać w romansie z Kasią, ale po prostu fajnie, gdybyśmy się zakolegowali, że tak powiem.
- Romans? Niee, to było tylko poznanie.
- Bliższe - zaśmiałam się.
- Oj tam, przesadzasz. To co chcesz o mnie wiedzieć? Pytaj, a postaram się Tobie na wszystko odpowiedzieć.
Rozmawialiśmy trochę, dowiedziałam się wiele rzeczy o nim. W międzyczasie wróciła Kasia z Paulem i włączyli się w konwersację minęło pół godziny, a ani Karoli ani Zibiego nie było. Nie wiedziałam o co chodzi. Przeprosiłam wszystkich na chwilę i poszłam w głąb parkietu. Nie znalazłam ich tam, potem udałam się w stronę baru, gdzie też ich nie było. Nie miałam już pomysłu. Zadzwoniłam do Karoliny, ale nie odebrała. Wróciłam do stolika i zabrałam na chwilę na bok Kasię.
- Ty wiesz co się dzieje z Karolą?
- Nie mam pojęcia. Ile to jej nie ma? Z pół godziny? Może gdzieś tu jest.
- Byłam, obeszłam prawie cały klub. Boję się, żeby nic się nie stało.
- Nie no, przecież jest dorosła. A Zbyszek?
- No jego też właśnie nie ma..
- Aa, no to chyba sama się możesz domyślić, gdzie się podziała nasza zguba.. - zaśmiała się.
- Oby nie..
- Ej no, wyluzuj, wiesz jaka ona jest. W dodatku wszystkim się podoba, to Zibiemu pewnie też się spodobała. Napisz jej sms, jak zobaczy to przyjdzie.
- Nie no wiesz co, ja się będę zbierać. Wynajmę jakiś pokój w tym hotelu niedaleko.
- Jesteś pewna? Ja Cię mogę później zabrać do siebie.
- Do Ciebie do domu jest dalej niż do mnie. Jest 23, więc spokojnie sobie coś znajdę.
- To iść z Tobą?
- Nie, zostań sobie tutaj i się baw. Pójdę się tylko pożegnać.
Wróciłyśmy do reszty, wzięłam numery do chłopaków i zabrałam rzeczy. Piotrek chciał mnie
odprowadzić, ale kazałam mu zostać z Kasią. Wyszłam z klubu i popatrzyłam na telefon. Od Karoliny nadal brak jakiegoś znaku. Wsiadłam do auta, wrzuciłam na tylne siedzenie torbe i włączyłam silnik. Przejechałam trochę i zaparkowałam przed czterogwiazdkowym hotelem. Wyjęłam torby, zamknęłam auto i weszłam na recepcję. Zapytałam o wolny pokój i koszt. Za nocleg 190 zł. Kwota troszkę horrendalna, ale zgodziłam się, w sumie stać mnie było na wiele rzeczy. Dostałam kartę do otwierania drzwi, a miły pan z recepcji wskazał mi drzwi windy i polecił wjechać na 10 piętro. Tak też zrobiłam. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam prześliczne wnętrze - wielkie łóżko po lewej stronie, szafki nocne, jasne ściany, wiele luster i okno z widokiem na Rzeszów. Było ślicznie. Położyłam na łóżku torbę i zaczęłam się rozbierać. W samej bieliźnie weszłam do łazienki, była do wyboru wielka wanna z hydromasażem lub spory prysznic. Stwierdziłam, że mam czas i ochotę na wypoczynek, więc wybrałam pierwszą opcję. W szafce obok leżały świeczki i zapalniczka. Postanowiłam jeszcze bardziej umilić sobie czas, włączyłam kilka świeczek, położylam je w całej łazience, włączyłam muzykę z odtwarzacza na ścianie i nalałam wody. Odpoczęłam niemożliwie. Po półgodzinnej kąpieli wyszłam, zawinęłam się w ręcznik i poszłam do pokoju po rzeczy. Ze sobą w aucie na szczęście wożę torbę, w której mam pidżamę, bieliznę, ze dwie bluzki i spodnie. Dodatkowo w torebce mam kosmetyczkę ze szczoteczką i pastą do zębów, kosmetykami i innymi niezbędnymi rzeczami. Zaczęłam wyjmować rzeczy i spojrzałam na telefon. "5 nieodebranych połączeń od Kasia :*". Szybko oddzwoniłam. Usłyszałam jej głos w telefonie.
- Co jest?
- Zibi się znalazł,powiedział, że odstawił Karolinę do domu, bo ledwo się trzymała na nogach.
- Uff, kamień z serca. Pozdrów Piotrka i miłej zabawy.
Wyłączyłam się i ubrałam w pidżamę. Dochodziła już 0.30, więc wyłączyłam światło i poszłam spać.
- Nie wiem, czy ja Ci się podobam, ale ty mi bardzo. Nie chcę być nie fair wobec Piotrka, ale on nawet nie umiał odwzajemnić przytulenia. Nie zaprosił Cię do tańca, a niech żałuje, bo jesteś świetną partnerką - zaśmiał się.
Nie wiedziałam co mam myśleć. On, taki znany siatkarz, którego chciałaby połowa Polek mówi mi takie coś, byłam kompletnie zdezorientowana. Została też myśl o Piotrku, który ogólnie wydaje się być fajnym facetem. W dodatku, tak naprawdę żadnego z nich nie znałam. Tyle co z TV, wywiadów czy meczy. Cały czas nie mogłam z siebie wykrztusić słowa. Zbyszek prowadził bardzo dobrze, był świetnym tancerzem. Cały czas mocno mnie trzymał, bał się chyba, żebym nie uciekła. Chwilę później, kiedy piosenka się kończyła, Zibi znów nachylił się nad moim uchem i powiedział, że chyba się we mnie zakochał.. Utwór skończył się w idealnym momencie, bo znów nie wiedziałam co mam robić. Uciekłam z parkietu, a Zbyszek pobiegł za mną. Podeszliśmy do stolika, przy którym siedzieli całujący się Piotrek z Kasią, a Karolina gadała z Lotmanem. Byliśmy dość zszokowani. Zabrałam na chwilę Kaśkę do toalety i zapytałam o co chodzi.
- Ty się świetnie bawiłaś z Zibim, a my co mieliśmy robić?
- W ciągu 15 minut ?
- No i? I tak go nie chcesz.
- A kto tak powiedział?
- A może chcesz?
- Kasia, ogarnij się, to ty zawsze byłaś taka rozważna. A poza tym, jak miałam go chcieć bądź nie, skoro gadałam z nim tylko chwilę po południu?
- Jak widać się zmieniłam. Ale oporów do Zbyszka nie miałaś?
- Jakich oporów, Kasia?
- Widzieliśmy jak Cię macał, a ty jego.
- Coo? No proszę Cię.
- No to. Piotrek wziął drinka i zaczęliśmy gadać, patrzeliśmy na roześmianych was w takcie tańca. Potem zapytał, czy ma u Ciebie szanse, odpowiedziałam, że nie mam pojęcia a on powiedział, że mu się podobam i czy może mnie pocałować, tyle.
- Może i by miał, ale wy bardziej do siebie pasujecie - uśmiechnęłam się.
- Serio?
- Nooo. Czyli co, od dzisiaj masz parę, czy to przejściowe?
- Pożyjemy, zobaczymy. - uśmiechnęła się i wyszłyśmy z łazienki.
Wróciłyśmy do stolika. Zibi popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, ale ja się odwróciłam i usiadłam koło Karoliny i Paula. Oni nie wyglądali przynajmniej na takich, którzy są szaleńczo zakochani, a jedynie fajnie im się rozmawiało. Przy okazji słyszałam, że angielszczyzna Karoli się polepszyła. Włączyłam się w rozmowę i chwilę pokonwersowałam z Lotmanem, o dziwo idealnie się zrozumieliśmy, a ja nigdy nie mówiłam tak płynnie w obcym języku. Po chwili porwałam go na parkiet i świetnie się bawiliśmy. Zaraz obok nas zobaczyłam Karolę ze Zbyszkiem i Kasię z Piotrkiem. Wszyscy byli genialnymi tancerzami. W trakcie następnej piosenki był "odbijany" i wszystkie zamieniłyśmy się partnerami - ja poszłam do Pita, Kaśka do Zibiego, a Karola zabrała Paula. Piotr na początku był spięty i nawet się nie uśmiechnął, ale jak zobaczyliśmy tańczącego Grześka z jakąś kobietą, nie mogliśmy się opanować ze śmiechu. Zmęczyliśmy się, więc zeszliśmy do stolika. Wzięłam łyk swojego bezalkoholowego drinka i zapytałam :
- To prawda, że Ci się podobam?
- No tak.. Ale widać, że wolisz Zbyszka, więc nie wtrącam się.
- Przestań, poznałam go tak samo jak Ciebie. Właściwie, to żadnego z was jeszcze nie znam, dlatego tutaj z Tobą usiadłam. Chcę się czegoś o Tobie dowiedzieć. Nie będę Ci przeszkadzać w romansie z Kasią, ale po prostu fajnie, gdybyśmy się zakolegowali, że tak powiem.
- Romans? Niee, to było tylko poznanie.
- Bliższe - zaśmiałam się.
- Oj tam, przesadzasz. To co chcesz o mnie wiedzieć? Pytaj, a postaram się Tobie na wszystko odpowiedzieć.
Rozmawialiśmy trochę, dowiedziałam się wiele rzeczy o nim. W międzyczasie wróciła Kasia z Paulem i włączyli się w konwersację minęło pół godziny, a ani Karoli ani Zibiego nie było. Nie wiedziałam o co chodzi. Przeprosiłam wszystkich na chwilę i poszłam w głąb parkietu. Nie znalazłam ich tam, potem udałam się w stronę baru, gdzie też ich nie było. Nie miałam już pomysłu. Zadzwoniłam do Karoliny, ale nie odebrała. Wróciłam do stolika i zabrałam na chwilę na bok Kasię.
- Ty wiesz co się dzieje z Karolą?
- Nie mam pojęcia. Ile to jej nie ma? Z pół godziny? Może gdzieś tu jest.
- Byłam, obeszłam prawie cały klub. Boję się, żeby nic się nie stało.
- Nie no, przecież jest dorosła. A Zbyszek?
- No jego też właśnie nie ma..
- Aa, no to chyba sama się możesz domyślić, gdzie się podziała nasza zguba.. - zaśmiała się.
- Oby nie..
- Ej no, wyluzuj, wiesz jaka ona jest. W dodatku wszystkim się podoba, to Zibiemu pewnie też się spodobała. Napisz jej sms, jak zobaczy to przyjdzie.
- Nie no wiesz co, ja się będę zbierać. Wynajmę jakiś pokój w tym hotelu niedaleko.
- Jesteś pewna? Ja Cię mogę później zabrać do siebie.
- Do Ciebie do domu jest dalej niż do mnie. Jest 23, więc spokojnie sobie coś znajdę.
- To iść z Tobą?
- Nie, zostań sobie tutaj i się baw. Pójdę się tylko pożegnać.
Wróciłyśmy do reszty, wzięłam numery do chłopaków i zabrałam rzeczy. Piotrek chciał mnie
odprowadzić, ale kazałam mu zostać z Kasią. Wyszłam z klubu i popatrzyłam na telefon. Od Karoliny nadal brak jakiegoś znaku. Wsiadłam do auta, wrzuciłam na tylne siedzenie torbe i włączyłam silnik. Przejechałam trochę i zaparkowałam przed czterogwiazdkowym hotelem. Wyjęłam torby, zamknęłam auto i weszłam na recepcję. Zapytałam o wolny pokój i koszt. Za nocleg 190 zł. Kwota troszkę horrendalna, ale zgodziłam się, w sumie stać mnie było na wiele rzeczy. Dostałam kartę do otwierania drzwi, a miły pan z recepcji wskazał mi drzwi windy i polecił wjechać na 10 piętro. Tak też zrobiłam. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam prześliczne wnętrze - wielkie łóżko po lewej stronie, szafki nocne, jasne ściany, wiele luster i okno z widokiem na Rzeszów. Było ślicznie. Położyłam na łóżku torbę i zaczęłam się rozbierać. W samej bieliźnie weszłam do łazienki, była do wyboru wielka wanna z hydromasażem lub spory prysznic. Stwierdziłam, że mam czas i ochotę na wypoczynek, więc wybrałam pierwszą opcję. W szafce obok leżały świeczki i zapalniczka. Postanowiłam jeszcze bardziej umilić sobie czas, włączyłam kilka świeczek, położylam je w całej łazience, włączyłam muzykę z odtwarzacza na ścianie i nalałam wody. Odpoczęłam niemożliwie. Po półgodzinnej kąpieli wyszłam, zawinęłam się w ręcznik i poszłam do pokoju po rzeczy. Ze sobą w aucie na szczęście wożę torbę, w której mam pidżamę, bieliznę, ze dwie bluzki i spodnie. Dodatkowo w torebce mam kosmetyczkę ze szczoteczką i pastą do zębów, kosmetykami i innymi niezbędnymi rzeczami. Zaczęłam wyjmować rzeczy i spojrzałam na telefon. "5 nieodebranych połączeń od Kasia :*". Szybko oddzwoniłam. Usłyszałam jej głos w telefonie.
- Co jest?
- Zibi się znalazł,powiedział, że odstawił Karolinę do domu, bo ledwo się trzymała na nogach.
- Uff, kamień z serca. Pozdrów Piotrka i miłej zabawy.
Wyłączyłam się i ubrałam w pidżamę. Dochodziła już 0.30, więc wyłączyłam światło i poszłam spać.
Rodział 5 i 6 :D
Rozdział V
W sali siedziało kilka osób, najprawdopodobniej rodzina Resoviaków. Przeszłam obok grupki kobiet, głośno debatujących nad czymś i wzięłam nową puszkę. Z rozmowy wynikało, że są to partnerki zawodników i martwią się jedną z nich. Kiedy miałam już wychodzić zauważyłam, że niska dziewczyna stoi w kącie zapłakana. Podeszłam do niej i zapytałam : - Stało się coś?
- Nie Twoja sprawa! - krzyknęła i się skuliła
- Spokojnie! Powiedz, spróbuję Ci jakoś pomóc - próbowałam ją przekonać. Nie odzywała się. Słyszałam tylko ciche siorbanie nosem. Usiadłam i cierpliwie czekałam. Nie chciałam zostawiać przecież nieznajomej w takim stanie. Po pewnym czasie wszyscy wyszli i zostałyśmy same. Spróbowałam po raz ostatni się z nią dogadać
- Powiesz mi, czy będziemy tu siedzieć wiecznie? Kinga jestem.
- Tobie wcale nie kazałam tu siedzieć. Idź i zostaw mnie jak wszyscy!
- Gdybym nie chciała, to bym tu nie siedziała, proste. Jak masz na imię? - chwila minęła zanim usłyszałam odpowiedź cichym głosem.
- Magda, dziewczyna, znaczy już była dziewczyna.. - urwała
- Resoviaka?
- Młodego, nie znasz na pewno. Dopiero zaczyna "karierę". Jest to teraz najmniej ważne. Zostawił mnie, dla jakiejś idiotki, ze 3 dni temu, a ja jestem w ciąży. Właśnie mu to powiedziałam, a on zaczął na mnie wrzeszczeć i zaproponował usunięcie! - wrzasnęła i wybuchła jeszcze większym płaczem. Przytuliłam ją i próbowałam uspokoić.
- Ale tego nie zrobisz, prawda? To ten, który wybiegł z zaplecza i mnie potrącił po drodze?
- Zapewne. Nie zrobię, chyba. Ale po co mi jego dziecko, same problemy będą, nie przyzna się! Palant, idiota, nie będę nic więcej o nim mówić, bo zacznę przeklinać i jak go dorwę..
- Spokojnie, olej go. Spróbuję Ci pomóc. Wyjdźmy stąd, chodź na spacer, albo do kawiarni. Opowiesz wszystko.
- Nie, nie trzeba. Już dam sobie radę. Jedyne co dla mnie zrób, to zamów taksówkę, pojadę do domu.
- Mogę Cię zawieźć, a poza tym, będę się o Ciebie martwić.
- Zamów mi taxi, w domu czeka na mnie brat, zajmie się mną.
- Na pewno?
- Na pewno.
Wzięłam telefon i zrobiłam co poleciła mi Magda. Pomogłam jej wyjść z galerii i zapisałam jej mój nr. Poprosiłam, że jeśli cokolwiek będzie potrzebować ma odrazu dzwonić. Podziękowała i wsiadła do auta. Ja wróciłam na salę i zajęłam swoje miejsce. Podeszła do mnie Kasia.
- Gdzie ty byłaś tyle czasu?!
- Pomagałam Magdzie, dziewczynie jakiegoś zawodnika, ale już wróciłam, przepraszam. - w tym czasie zadzwonił mój telefon. Machnęłam ręką i odeszłam chcąc odebrać. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie mamy. Chciała się dowiedzieć kiedy wrócę, w końcu minęło dobrych kilka godzin od mojego wyjazdu z domu - była 15. Powiedziałam, że zostanę w centrum i prześpię się u którejś z koleżanek. Mama zareagowała normalnie, poza tym, miałam 24 lata i niewiele miała do gadania. Pożegnałam się z nią i zebrałam się za zbieranie pieniędzy, bo za chwilę spotkanie miało się skończyć. 15 minut później chłopaki pożegnali się ze wszystkimi i zeszli do zaplecza. My musiałyśmy poczekać aż ludzie opuszczą salę i dopiero wtedy mogłyśmy zacząć się zbierać. Wchodząc do korytarza prowadzącego do małej salki zauważyłam drugą moją przyjaciółkę - Karolinę. Podbiegłam do niej i rzuciłam się na szyję.
- Karola!
- oo, Kinia, heej!
- Nie widziałam Cię dwa tygodnie, a stęskniłam się, jakby minął rok - zaśmiałam się
- No ba, dwa tygodnie i trzy dni! Miałam do Ciebie napisać dzisiaj, żebyśmy się zobaczyły.
- Ściągnęłyśmy się myślami, super! Widzę, że ty też z puszką, czyli impreza?
- Pewnie!
- Ale impreza jest dopiero o 20, mamy dużo czasu, zakupy?
- Haha, a jak myślisz?
- No to idziemy się odmeldować i lecimy!
Podeszła do nas Kasia i razem poszłyśmy zdać Herosowe przedmioty. Kiedy czekałyśmy w kolejce przeszedł koło nas Zibi. Przystanął, uśmiechnął się i zapytał :
- Która z was zakręciła w głowie Pita, przyznać się! - zaśmiał się i wskazał na mnie palcem - pewnie ty, wysoka brunetka o niebieskich oczach, ideał!
- Ja? - zapytałam zdziwiona.
- To chyba do Ciebie zagadał przechodząc z Grześkiem.
- No tak - stałam zdezorientowana.
- Spokojnie, nic nie chcę strasznego, tylko non stop gada i żałuje, że nie wziął Twojego numeru. Potem nie mógł Cię znaleźć. Mogę mu pomóc?
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, stałam jak wryta. Kaśka kopnęła mnie w stopę.
- Auu, to bolało! - krzyknęłam na nią. Popatrzyła na mnie jak na głupią, a Zbyszek się zaśmiał.
- To jak, dostanę ten Twój numer dla Piotrka? W sumie, sam też chętnie bym skorzystał, ale on był pierwszy - wyszczerzył się
- Jejku, nie wiem co powiedzieć.
- Najlepiej zapisz mi w telefonie numer - podał mi swój nowiutki Samsung Galaxy S III. Zastanawiałam się co zrobić, a dziewczyny patrzyły na mnie z wielkim zdziwieniem. Karola po chwili zabrała mi cudo Bartmana z rąk i bez oporów zapisała mu mój numer. Zibi uśmiechnął się, podziękował Karolinie za wyręczenie i powiedział : - To ty Kinga jesteś? Przepraszam, za moją nieuprzejmość, powinienem od tego zacząć rozmowę, a wy? - wskazał palcem na dziewczyny - przedstawicie się?
- Karolina, a obok Kasia - obydwie wyszczerzyły się i podały rękę.
- No to dla formalności nazywam się Zbyszek vel Zibi.
- Naprawdę? Nie miałyśmy pojęcia - zaśmiałyśmy się.
- Dobra, ja muszę uciekać, bo na mnie czekają. Widzimy się na imprezie wieczorem?
- No nie wiem, nie wiem.
- Będziemy, jeśli ty będziesz! - wtrąciła Kasia.
- No ba, imprezy z takimi dziewczynami nie przepuszczę. To do zobaczenia! - przytulił każdą z nas i odszedł.
Rozdział VI
Chwilę później nadeszła nasza kolej na zdanie rzeczy więc to też uczyniłyśmy. Dostałyśmy również przepustki na wieczorną, zamkniętą imprezę z zawodnikami. Wyszłyśmy z sali i wszystkie stwierdziłyśmy, że jesteśmy głodne, więc przeszłyśmy na drugą stronę galerii i usiadłyśmy w McDonaldzie. Dziewczyny miały tylko karty, a zepsute były terminale. Ja na szczęście miałam gotówkę, więc poszłam zamówić. Stanęłam w kolejce i czekałam. Nagle w kolejce obok zobaczyłam Justynę, trzecią z moich przyjaciółek, która też jest fanką siatkówki. Ona w tym samym czasie zobaczyła mnie , więc chwilę pogadałyśmy, ale nadeszła moja kolejka. Zamówiłam 6 cheesburgerów, 2 razy średnie frytki, 2 cytrynowe icetea i powiększony zestaw Bic Maca. Poczekałam chwilę zanim dostałam moje zamówienie, w tym samym czasie Justyna dostała swoje, więc zaprosiłam ją do naszego stolika. Z tego wszystkiego wyszło, że będzie na niedzielnym meczu, a ja przypomniałam sobie o biletach. Zadzwoniłam do Dagi i zapytałam, czy mogę zabrać na mecz Kasię i Karolę. Nie była zbyt zachwycona, zgodziła się tylko na jedno miejsce. Nie mogłam przecież wybrać, którą mam zabrać. Wyłączyłam się i wkurzona skończyłam jeść ostatnią frytkę. Popatrzyłam na zegarek, nieźle się zasiedziałyśmy, była 18.30. Pomyślałam sobie o vesperowym blogu, więc wyjęłam tableta z torebki i zaczęłam czytać. Skończył się jak zwykle w najlepszym momencie. Całkowicie wyłączyłam się z rozmowy, ale po chwili już się ogarnęłam.
Wszystkie stwierdziłyśmy, że nie mamy w czym pójść na dzisiejszą imprezę, więc trzeba było coś nowego kupić. Pożegnałyśmy się z Justyną i poszłyśmy do najbliższego sklepu - Mohito. Szukałyśmy czegoś wystrzałowego i oryginalnego. Ja i Karola chciałyśmy sukienki, a Kasia zawsze chodziła w spodniach, więc i teraz nie zmieniła zdania. W pięć minut dojrzałam 5 ślicznych sukienek i stałam w kolejce do przymierzalni. Karolina bez problemu poszła w moje ślady. Kasia tylko nie mogła nic znaleźć. Zrezygnowana usiadła przed przymierzalniami i czekała aż my się jej pokażemy. Miałyśmy niezły ubaw, ale musiałyśmy się pośpieszyć. Obydwie wybrałyśmy dwie sukienki, bo nie mogłyśmy się zdecydować - ja pudrowo różową, bez dekoltu, z długością do połowy uda i drugą, czerwono krwistą, z dość dużym dekoltem w kształcie litery v i długością identyczną jak poprzednia. Karola postawiła na klasykę - czarną sukienkę do kolan z małym dekoltem i drugą białą, w podobnym fasonie, tylko z troszkę większym dekoltem. Była 19.15, a musiałyśmy jeszcze dojechać do klubu. Wcienęłyśmy Kasi czarną sukienkę z rękawkami, bez dekoltu, z długością za kolana. Bez przymierzania już, zapłaciłyśmy i wyszłyśmy. Pobiegłyśmy do wyjścia. Wsiadłyśmy do Peugeota, Karola usiadła z przodu, bo dobrze znała miasto, włączyłam płytę i wybrałam piosenkę numer 7 - Simple Plan - Summer Paradise. Śpiewając bardzo głośno w ciągu 10 minut dotarłyśmy na miejsce. Zabrałyśmy nasze rzeczy ze sobą, żeby przebrać się w toalecie. Otworzyłyśmy drzwi, a zaraz za nimi dwóch ochroniarzy poprosiło o wejściówki. Pomachałyśmy im nimi przed nosem i poszłyśmy prosto do łazienki. Przebrałyśmy się, umalowałyśmy i wyperfumowałyśmy.
- Wyglądamy bosko - stwierdziłam z wrodzoną skromnością
- No ba, jak zawsze - zaśmiała się Karola
Zabrałyśmy rzeczy i poszłyśmy do szatni. Poprosiłyśmy o szafkę, żebyśmy mogły schować rzeczy. Miły pan zaprowadził nas na tyły klubu, wskazał trzy szafki i podał kluczyki.Wpakowałyśmy swoje rzeczy i poszłyśmy w stronę sali tanecznej. W korytarzu między salami zobaczyłam Magdę, tą samą dziewczynę co po południu na zapleczu. Siedziała sama i na coś czekała. Podeszłam do niej i się przywitałam, uśmiechnęła się do mnie i chwilę pogadałyśmy. Dziewczyny pokazały, że idą do baru, więc swobodnie rozsiadłam się w fotelu i zapytałam :
- To jak, opowiesz mi cokolwiek o Waszym związku?
- Nie ma co. W związku z nim byłam rok, wszystko było w porządku, zamieszkaliśmy razem, pomimo że mamy tylko 19 lat to planowaliśmy ślub i dzieci. A nagle, kilka dni temu przyszedł i powiedział, że ma kogoś innego. A ja dowiedziałam się, że jestem w ciąży, resztę znasz. Myśli, że jak ma super znanego kuzyna, to mu wszystko wolno.
- To znaczy?
- Zbyszek Bartman jest jego kuzynem, czekam właśnie na niego, chcę mu przekazać resztę rzeczy, które zostawił - wskazała na torbę leżącą obok niej - i pomyśleć, że ja jeszcze kilka godzin go kochałam.
- Serio? Taki fajny kuzyn, a on taki głupi. Nie mam pojęcia co Ci poradzić. Teraz musisz sobie radzić, być silna. Dla dziecka chociażby. Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć, jeśli czegokolwiek będziesz potrzebować. Mimo, że znamy się króciutko, to bardzo Cię polubiłam - uśmiechnęłam się i zerknęłam na telefon, była 20. Musiałam iść, więc się pożegnałam i uciekłam do dziewczyn. Czekały już zniecierpliwione. Weszłyśmy na salę taneczną, gdzie DJ właśnie wszystkich witał. Dziewczyny poszły tańczyć a ja zobaczyłam Krzyśka Ignaczaka z Żoną i stwierdziłam, że muszę podejść. Od zawsze chciałam poznać przesławną Iwonę. Podeszłam więc i się przedstawiłam. Chwilę się pośmialiśmy razem, zaproponowałam pójście do baru. Krzysiek się uśmiechnął i powiedział, żebyśmy mu coś przyniosły. Usiadłyśmy i zamówiłyśmy u barmana drinki. Rozmawiałyśmy dłuższą chwilę, potem dziewczyny mnie znalazły. Wymieniłyśmy się numerami i stwierdziłyśmy, że jeszcze uda nam się pogadać na imprezie. Przeszłyśmy kawałek w stronę sali tanecznej i nagle wpadłyśmy na Zbyszka i Piotrka. Oboje ubrani w koszulach, Zibi w chabrowej a Piotrek w czarnej.
- O proszę, jesteście - wyszczerzył się Zbigniew.
- No jesteśmy, jesteśmy. Specjalnie dla Was - zaśmiałam się.
- Ekhm, dla Pita chyba. - przypomniał ze śmiechem ZB9
- A no tak, tak, przecież! Przepraszam! - przytuliłam Piotrka. Stał jak zamurowany, a my oboje z Zibim nie mogliśmy się przestać śmiać.
- Pit, co ty taki niemrawy? Dziewczyna tutaj na Ciebie leci, a ty nic, wiesz ty co. Widzę normalnie, że ty nie ogarniasz. Idź się z dziewczynami napij, a ja Kingę porwę do tańca, o ile mogę?
- Ja do tańca jestem chętna zawsze i wszędzie!
- To Piotrek i panie wybaczą, porywam ją.
Poszliśmy na parkiet i przetańczyliśmy trzy szybkie piosenki. W międzyczasie rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Następnym utworem było dobrze znane "Give me love". Ckliwe, więc chciałam już skończyć i pójść do Kasi, Karoliny i Piotrka, ale Zbyszek mi nie pozwolił. Przyciągnął mnie i złapał w pasie. Zdezorientowana poddałam się jego prowadzeniu.
W sali siedziało kilka osób, najprawdopodobniej rodzina Resoviaków. Przeszłam obok grupki kobiet, głośno debatujących nad czymś i wzięłam nową puszkę. Z rozmowy wynikało, że są to partnerki zawodników i martwią się jedną z nich. Kiedy miałam już wychodzić zauważyłam, że niska dziewczyna stoi w kącie zapłakana. Podeszłam do niej i zapytałam : - Stało się coś?
- Nie Twoja sprawa! - krzyknęła i się skuliła
- Spokojnie! Powiedz, spróbuję Ci jakoś pomóc - próbowałam ją przekonać. Nie odzywała się. Słyszałam tylko ciche siorbanie nosem. Usiadłam i cierpliwie czekałam. Nie chciałam zostawiać przecież nieznajomej w takim stanie. Po pewnym czasie wszyscy wyszli i zostałyśmy same. Spróbowałam po raz ostatni się z nią dogadać
- Powiesz mi, czy będziemy tu siedzieć wiecznie? Kinga jestem.
- Tobie wcale nie kazałam tu siedzieć. Idź i zostaw mnie jak wszyscy!
- Gdybym nie chciała, to bym tu nie siedziała, proste. Jak masz na imię? - chwila minęła zanim usłyszałam odpowiedź cichym głosem.
- Magda, dziewczyna, znaczy już była dziewczyna.. - urwała
- Resoviaka?
- Młodego, nie znasz na pewno. Dopiero zaczyna "karierę". Jest to teraz najmniej ważne. Zostawił mnie, dla jakiejś idiotki, ze 3 dni temu, a ja jestem w ciąży. Właśnie mu to powiedziałam, a on zaczął na mnie wrzeszczeć i zaproponował usunięcie! - wrzasnęła i wybuchła jeszcze większym płaczem. Przytuliłam ją i próbowałam uspokoić.
- Ale tego nie zrobisz, prawda? To ten, który wybiegł z zaplecza i mnie potrącił po drodze?
- Zapewne. Nie zrobię, chyba. Ale po co mi jego dziecko, same problemy będą, nie przyzna się! Palant, idiota, nie będę nic więcej o nim mówić, bo zacznę przeklinać i jak go dorwę..
- Spokojnie, olej go. Spróbuję Ci pomóc. Wyjdźmy stąd, chodź na spacer, albo do kawiarni. Opowiesz wszystko.
- Nie, nie trzeba. Już dam sobie radę. Jedyne co dla mnie zrób, to zamów taksówkę, pojadę do domu.
- Mogę Cię zawieźć, a poza tym, będę się o Ciebie martwić.
- Zamów mi taxi, w domu czeka na mnie brat, zajmie się mną.
- Na pewno?
- Na pewno.
Wzięłam telefon i zrobiłam co poleciła mi Magda. Pomogłam jej wyjść z galerii i zapisałam jej mój nr. Poprosiłam, że jeśli cokolwiek będzie potrzebować ma odrazu dzwonić. Podziękowała i wsiadła do auta. Ja wróciłam na salę i zajęłam swoje miejsce. Podeszła do mnie Kasia.
- Gdzie ty byłaś tyle czasu?!
- Pomagałam Magdzie, dziewczynie jakiegoś zawodnika, ale już wróciłam, przepraszam. - w tym czasie zadzwonił mój telefon. Machnęłam ręką i odeszłam chcąc odebrać. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie mamy. Chciała się dowiedzieć kiedy wrócę, w końcu minęło dobrych kilka godzin od mojego wyjazdu z domu - była 15. Powiedziałam, że zostanę w centrum i prześpię się u którejś z koleżanek. Mama zareagowała normalnie, poza tym, miałam 24 lata i niewiele miała do gadania. Pożegnałam się z nią i zebrałam się za zbieranie pieniędzy, bo za chwilę spotkanie miało się skończyć. 15 minut później chłopaki pożegnali się ze wszystkimi i zeszli do zaplecza. My musiałyśmy poczekać aż ludzie opuszczą salę i dopiero wtedy mogłyśmy zacząć się zbierać. Wchodząc do korytarza prowadzącego do małej salki zauważyłam drugą moją przyjaciółkę - Karolinę. Podbiegłam do niej i rzuciłam się na szyję.
- Karola!
- oo, Kinia, heej!
- Nie widziałam Cię dwa tygodnie, a stęskniłam się, jakby minął rok - zaśmiałam się
- No ba, dwa tygodnie i trzy dni! Miałam do Ciebie napisać dzisiaj, żebyśmy się zobaczyły.
- Ściągnęłyśmy się myślami, super! Widzę, że ty też z puszką, czyli impreza?
- Pewnie!
- Ale impreza jest dopiero o 20, mamy dużo czasu, zakupy?
- Haha, a jak myślisz?
- No to idziemy się odmeldować i lecimy!
Podeszła do nas Kasia i razem poszłyśmy zdać Herosowe przedmioty. Kiedy czekałyśmy w kolejce przeszedł koło nas Zibi. Przystanął, uśmiechnął się i zapytał :
- Która z was zakręciła w głowie Pita, przyznać się! - zaśmiał się i wskazał na mnie palcem - pewnie ty, wysoka brunetka o niebieskich oczach, ideał!
- Ja? - zapytałam zdziwiona.
- To chyba do Ciebie zagadał przechodząc z Grześkiem.
- No tak - stałam zdezorientowana.
- Spokojnie, nic nie chcę strasznego, tylko non stop gada i żałuje, że nie wziął Twojego numeru. Potem nie mógł Cię znaleźć. Mogę mu pomóc?
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, stałam jak wryta. Kaśka kopnęła mnie w stopę.
- Auu, to bolało! - krzyknęłam na nią. Popatrzyła na mnie jak na głupią, a Zbyszek się zaśmiał.
- To jak, dostanę ten Twój numer dla Piotrka? W sumie, sam też chętnie bym skorzystał, ale on był pierwszy - wyszczerzył się
- Jejku, nie wiem co powiedzieć.
- Najlepiej zapisz mi w telefonie numer - podał mi swój nowiutki Samsung Galaxy S III. Zastanawiałam się co zrobić, a dziewczyny patrzyły na mnie z wielkim zdziwieniem. Karola po chwili zabrała mi cudo Bartmana z rąk i bez oporów zapisała mu mój numer. Zibi uśmiechnął się, podziękował Karolinie za wyręczenie i powiedział : - To ty Kinga jesteś? Przepraszam, za moją nieuprzejmość, powinienem od tego zacząć rozmowę, a wy? - wskazał palcem na dziewczyny - przedstawicie się?
- Karolina, a obok Kasia - obydwie wyszczerzyły się i podały rękę.
- No to dla formalności nazywam się Zbyszek vel Zibi.
- Naprawdę? Nie miałyśmy pojęcia - zaśmiałyśmy się.
- Dobra, ja muszę uciekać, bo na mnie czekają. Widzimy się na imprezie wieczorem?
- No nie wiem, nie wiem.
- Będziemy, jeśli ty będziesz! - wtrąciła Kasia.
- No ba, imprezy z takimi dziewczynami nie przepuszczę. To do zobaczenia! - przytulił każdą z nas i odszedł.
Rozdział VI
Chwilę później nadeszła nasza kolej na zdanie rzeczy więc to też uczyniłyśmy. Dostałyśmy również przepustki na wieczorną, zamkniętą imprezę z zawodnikami. Wyszłyśmy z sali i wszystkie stwierdziłyśmy, że jesteśmy głodne, więc przeszłyśmy na drugą stronę galerii i usiadłyśmy w McDonaldzie. Dziewczyny miały tylko karty, a zepsute były terminale. Ja na szczęście miałam gotówkę, więc poszłam zamówić. Stanęłam w kolejce i czekałam. Nagle w kolejce obok zobaczyłam Justynę, trzecią z moich przyjaciółek, która też jest fanką siatkówki. Ona w tym samym czasie zobaczyła mnie , więc chwilę pogadałyśmy, ale nadeszła moja kolejka. Zamówiłam 6 cheesburgerów, 2 razy średnie frytki, 2 cytrynowe icetea i powiększony zestaw Bic Maca. Poczekałam chwilę zanim dostałam moje zamówienie, w tym samym czasie Justyna dostała swoje, więc zaprosiłam ją do naszego stolika. Z tego wszystkiego wyszło, że będzie na niedzielnym meczu, a ja przypomniałam sobie o biletach. Zadzwoniłam do Dagi i zapytałam, czy mogę zabrać na mecz Kasię i Karolę. Nie była zbyt zachwycona, zgodziła się tylko na jedno miejsce. Nie mogłam przecież wybrać, którą mam zabrać. Wyłączyłam się i wkurzona skończyłam jeść ostatnią frytkę. Popatrzyłam na zegarek, nieźle się zasiedziałyśmy, była 18.30. Pomyślałam sobie o vesperowym blogu, więc wyjęłam tableta z torebki i zaczęłam czytać. Skończył się jak zwykle w najlepszym momencie. Całkowicie wyłączyłam się z rozmowy, ale po chwili już się ogarnęłam.
Wszystkie stwierdziłyśmy, że nie mamy w czym pójść na dzisiejszą imprezę, więc trzeba było coś nowego kupić. Pożegnałyśmy się z Justyną i poszłyśmy do najbliższego sklepu - Mohito. Szukałyśmy czegoś wystrzałowego i oryginalnego. Ja i Karola chciałyśmy sukienki, a Kasia zawsze chodziła w spodniach, więc i teraz nie zmieniła zdania. W pięć minut dojrzałam 5 ślicznych sukienek i stałam w kolejce do przymierzalni. Karolina bez problemu poszła w moje ślady. Kasia tylko nie mogła nic znaleźć. Zrezygnowana usiadła przed przymierzalniami i czekała aż my się jej pokażemy. Miałyśmy niezły ubaw, ale musiałyśmy się pośpieszyć. Obydwie wybrałyśmy dwie sukienki, bo nie mogłyśmy się zdecydować - ja pudrowo różową, bez dekoltu, z długością do połowy uda i drugą, czerwono krwistą, z dość dużym dekoltem w kształcie litery v i długością identyczną jak poprzednia. Karola postawiła na klasykę - czarną sukienkę do kolan z małym dekoltem i drugą białą, w podobnym fasonie, tylko z troszkę większym dekoltem. Była 19.15, a musiałyśmy jeszcze dojechać do klubu. Wcienęłyśmy Kasi czarną sukienkę z rękawkami, bez dekoltu, z długością za kolana. Bez przymierzania już, zapłaciłyśmy i wyszłyśmy. Pobiegłyśmy do wyjścia. Wsiadłyśmy do Peugeota, Karola usiadła z przodu, bo dobrze znała miasto, włączyłam płytę i wybrałam piosenkę numer 7 - Simple Plan - Summer Paradise. Śpiewając bardzo głośno w ciągu 10 minut dotarłyśmy na miejsce. Zabrałyśmy nasze rzeczy ze sobą, żeby przebrać się w toalecie. Otworzyłyśmy drzwi, a zaraz za nimi dwóch ochroniarzy poprosiło o wejściówki. Pomachałyśmy im nimi przed nosem i poszłyśmy prosto do łazienki. Przebrałyśmy się, umalowałyśmy i wyperfumowałyśmy.
- Wyglądamy bosko - stwierdziłam z wrodzoną skromnością
- No ba, jak zawsze - zaśmiała się Karola
Zabrałyśmy rzeczy i poszłyśmy do szatni. Poprosiłyśmy o szafkę, żebyśmy mogły schować rzeczy. Miły pan zaprowadził nas na tyły klubu, wskazał trzy szafki i podał kluczyki.Wpakowałyśmy swoje rzeczy i poszłyśmy w stronę sali tanecznej. W korytarzu między salami zobaczyłam Magdę, tą samą dziewczynę co po południu na zapleczu. Siedziała sama i na coś czekała. Podeszłam do niej i się przywitałam, uśmiechnęła się do mnie i chwilę pogadałyśmy. Dziewczyny pokazały, że idą do baru, więc swobodnie rozsiadłam się w fotelu i zapytałam :
- To jak, opowiesz mi cokolwiek o Waszym związku?
- Nie ma co. W związku z nim byłam rok, wszystko było w porządku, zamieszkaliśmy razem, pomimo że mamy tylko 19 lat to planowaliśmy ślub i dzieci. A nagle, kilka dni temu przyszedł i powiedział, że ma kogoś innego. A ja dowiedziałam się, że jestem w ciąży, resztę znasz. Myśli, że jak ma super znanego kuzyna, to mu wszystko wolno.
- To znaczy?
- Zbyszek Bartman jest jego kuzynem, czekam właśnie na niego, chcę mu przekazać resztę rzeczy, które zostawił - wskazała na torbę leżącą obok niej - i pomyśleć, że ja jeszcze kilka godzin go kochałam.
- Serio? Taki fajny kuzyn, a on taki głupi. Nie mam pojęcia co Ci poradzić. Teraz musisz sobie radzić, być silna. Dla dziecka chociażby. Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć, jeśli czegokolwiek będziesz potrzebować. Mimo, że znamy się króciutko, to bardzo Cię polubiłam - uśmiechnęłam się i zerknęłam na telefon, była 20. Musiałam iść, więc się pożegnałam i uciekłam do dziewczyn. Czekały już zniecierpliwione. Weszłyśmy na salę taneczną, gdzie DJ właśnie wszystkich witał. Dziewczyny poszły tańczyć a ja zobaczyłam Krzyśka Ignaczaka z Żoną i stwierdziłam, że muszę podejść. Od zawsze chciałam poznać przesławną Iwonę. Podeszłam więc i się przedstawiłam. Chwilę się pośmialiśmy razem, zaproponowałam pójście do baru. Krzysiek się uśmiechnął i powiedział, żebyśmy mu coś przyniosły. Usiadłyśmy i zamówiłyśmy u barmana drinki. Rozmawiałyśmy dłuższą chwilę, potem dziewczyny mnie znalazły. Wymieniłyśmy się numerami i stwierdziłyśmy, że jeszcze uda nam się pogadać na imprezie. Przeszłyśmy kawałek w stronę sali tanecznej i nagle wpadłyśmy na Zbyszka i Piotrka. Oboje ubrani w koszulach, Zibi w chabrowej a Piotrek w czarnej.
- O proszę, jesteście - wyszczerzył się Zbigniew.
- No jesteśmy, jesteśmy. Specjalnie dla Was - zaśmiałam się.
- Ekhm, dla Pita chyba. - przypomniał ze śmiechem ZB9
- A no tak, tak, przecież! Przepraszam! - przytuliłam Piotrka. Stał jak zamurowany, a my oboje z Zibim nie mogliśmy się przestać śmiać.
- Pit, co ty taki niemrawy? Dziewczyna tutaj na Ciebie leci, a ty nic, wiesz ty co. Widzę normalnie, że ty nie ogarniasz. Idź się z dziewczynami napij, a ja Kingę porwę do tańca, o ile mogę?
- Ja do tańca jestem chętna zawsze i wszędzie!
- To Piotrek i panie wybaczą, porywam ją.
Poszliśmy na parkiet i przetańczyliśmy trzy szybkie piosenki. W międzyczasie rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Następnym utworem było dobrze znane "Give me love". Ckliwe, więc chciałam już skończyć i pójść do Kasi, Karoliny i Piotrka, ale Zbyszek mi nie pozwolił. Przyciągnął mnie i złapał w pasie. Zdezorientowana poddałam się jego prowadzeniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





